sobota, 11 stycznia 2014

Polski duch w Kurytybie / Polish spirit in Curitiba

Scroll down for the English version

W Kurytybie mieszka około 400 tysięcy osób pochodzenia polskiego. Dlatego główną atrakcją miasta była dla nas wizyta w muzeum-skansenie poświęconym polskiej kulturze. Do muzeum wybieramy się po odwiedzeniu fascynującego Muzeum Oscara Niemeyera, które sąsiaduje ze skansenem. Ma ono niesamowicie oryginalny kształ oka i włócząc się po okolicy mieliśmy wrażenie, że ciągle jesteśmy pod czyjąś czujną obserwacją. Wielki Brat Patrzy :)

Z przyjemnością zanurzamy się w Bosque Joao Paulo II (Las Jana Pawła II, będący w rzczywistości parkiem miejskim). Otacza nas przyjemny chłód. Wąską ścieżką zmierzamy przed siebie, kiedy nagle naszym oczom ukazuje się typowa polska drewniana chałupa. Najpierw jedna, potem kolejna i w końcu widzimy całą zrekonstruowaną XIX-wieczną wioskę. Na uboczu stoi pomnik Mikołaja Kopernika, a w domkach możemy oglądać wystawę szopek wigilijnych, wystylizowaną polską izbę oraz śliczną malutką kapliczkę poświęconą w całości Matce Boskiej Częstochowskiej. W kapliczce dowiadujemy się, że dyrektorka muzeum urodziła się w Polsce i doskonale mówi po polsku, a znaleźć ją możemy w sklepiku z pamiątkami.

Wchodzimy do sklepiku, gdzie zaczynyamy przeglądać pocztówki. Za ladą siedzi sympatycznie wyglądająca starsza pani.

„Dzień dobry”

Zwraca się do nas słysząc, że mówimy po polsku. Tak zaczyna się jedna z najbardziej fascynujących rozmów jakie udało się nam przeprowadzić w czasie tego wyjazdu, podczas której wędrujemy w czasie i przestrzeni razem z polską imigracją mieszkającą obecnie w Brazylii.

Pierwsi Polacy przybyli do Kurytyby pod koniec XIX wieku, kiedy to w Polsce wybuchło powstanie styczniowe. Znali się oni bardzo dobrze na roli, zaczęli kupować ziemie w okolicy Kurytyby i wielu z nich dorobiło się sporych majątków.

Sama pani Danuta urodziła się na Wileńszczyźnie. Gdy w Europie wybuchła II Wojna Światowa jej rodzina została zesłana do łagru. Dzięki wcześniejszej pozycji jej ojca udało się im jednak uniknąć egzekucji i w końcu wyemigrować przez Wielką Brytanię do Brazylii.

Kiedy w roku 1980 do Kurytyby przyleciał z pielgrzymką Jan Paweł II to ona między innymi zajmowała się organizacją jego przyjazdu, a później wystarała się o organizację Muzeum Imigracji Polskiej, na terenie którego się obecnie znajdujemy.

W czasach dyktatury Getuli Vargasa (1930 – 1945) Polacy mieszkający w Brazylii nie mieli łatwego życia. W roku 1938 Vargas rozpoczął proces nacjonalizacji kraju. Imigranci byli prześladowani za swoje pochodzenie, szkoły, w których językiem oficjalnym nie był portugalski były zamykane, a imigranci nie mogli się posługiwać swoimi językami. W tym czasie nastąpiła największa asymilacja Polonusów ze społecznością brazylijską. Niestety w wielu przypadkach język polski poszedł w zapomnienie.

Obecnie jednak mieszkańcy Kurytyby zaczynają na nowo poszukiwać swoich korzeni, organizowane są kursy języka polskiego, silne są stowarzyszenia Polaków, regularnie odbywają się msze po polsku. Bardzo pomaga w tym wszystkim lubiany przez wszystkich konsul polski: Marek Makowski, który jest bardzo zaangażowany w działalność polonijną.

Podczas rozmowy pani Danuta skacze z tematu na temat, przenosi nas z jednej epoki do kolejnej niekoniecznie w porządku chronologicznym. Jej opowieść jest wspaniałą gawędą, w której się całkowicie zatapiamy. Z zamyślenia budzi nas pytanie:

„A nie chcecie napoleonki? Macie, częstujcie się!”

Zanim zdążymy odpowiedzieć w naszych rękach lądują dwa talerzyki z przepysznym ciastem.

„W czym ja wam jeszcze mogę pomóc. Chyba wszystko wam już opowiedziałam. Kiedy wyjeżdżacie? Jutro? Och, wróćcie koniecznie rano, to dam wam jeszcze jakieś informacje na temat stanu Parana i Kurytyby oraz może jakieś magazyny do poczytania.”

Zgodnie z obietnicą wracamy następnego dnia rano. Na panią Danutę musimy jednak chwilę poczekać. Organizuje ona szybkie spotkanie z pracownikami muzeum i już po paru minutach po raz kolejny pogrążamy się w rozmowie. W międzyczasie w nasze ręce trafia stos folderów, ulotek, magazynów. Dowiadujemy się, że rękodzieło znajdujące się w sklepiku w 50% pochodzi z Polski, natomiast pozostałe 50% wyrabiane jest na miejscu w Brazylii.

„A zdjęcia w kaplicy sobie porobiliście? Ach, zakaz robienia zdjęć... Ale poczekajcie zaraz powiem strażnikowi, że macie moje pozwolenie. Idźćie, róbcie zdjęcia, czujcie się jak u siebie w domu.”

Gdy nadchodzi czas pożegnania zbieramy od pani Danuty podpis na naszą flagę, robimy pamiątkowe zdjęcie. Do sklepiku wchodzi matka z córką. Córka miała w szkole prezentację Polski: dzieci poubierały się w Polskie stroje ludowe, próbowały pierogów, a teraz przyprowadzają rodziców do muzeum. Ze zdumieniem na twarzy słuchają o naszej podróży i pytają się o Polskę. Niestety nie mamy zbyt wiele czasu. Musimy się spieszyć na autobus do Florianopolis.

„Koniecznie pozdrówcie ode mnie swoje rodziny!”

Mówi nam na pożegnanie pani Danuta. Spotkanie z nią na pewno zostanie nam na długo w pamięci.


English:


About 400 000 people with Polish origin live in Curitiba. Therefore, the main attraction of the city for us was a visit to the museum devoted to Polish culture. We’re going there after visiting the fascinating Oscar Niemeyer’s Museum, which is adjacent to the Polish open-air museum. It has an incredibly original shape of the eye and wandering around we had the impression that we are still under someone's watchful observation. Big Brother looks :)

We are pleased to immerse ourselves in Bosque Joao Paulo II (John Paul II Forest) which is actually the city park. We are surrounded by a pleasant coolness. We are walking in the narrow path when suddenly we see a typical Polish wooden shack. First one, then another, and finally we see the entire reconstructed nineteenth -century village. On the side we can see the statue of Nicolaus Copernicus and in the houses we can see an exhibition of nativity scenes, stylized Polish Chamber and pretty tiny chapel dedicated entirely to Our Lady of Czestochowa. In the chapel we learn that the museum director was born in Poland and she speaks Polish well and we can find her in the gift shop.

We go to there and first we watch postcards. Behind the counter sits nice looking elderly lady.

"Good morning"

She says to us when she hears that we speak Polish. So begins one of the most fascinating conversations that we have carried out during this trip, during which we wander through time and space together with Polish immigration now living in Brazil.


The first Poles arrived in Curitiba at the end of the nineteenth century after the uprisings which took place in Poland. They were specialist in agriculture and quickly began to buy land in the area of Curitiba. Nowadays many of them their descendants have the considerable estates.

Mrs Danuta was born in Vilnius. When World World II broke out in Europe her family was sent to a labor camp. Thanks to the previous position of her father, however, they managed to avoid execution and finally emigrated by Britain to Brazil.

When in 1980 John Paul II flew to Curitiba she was one of the people who dealt with the organization of its arrival. She also managed to get the organization of the Polish Immigration Museum, where we are now.

In Getuli Vargas dictatorship (1930 - 1945) Poles living in Brazil didn’t have an easy life. In 1938, Vargas began the process of nationalization of the country. The immigrants were persecuted for their origin, schools where the official language was not Portuguese were closed and the immigrants could not use their mother tongues. At that time, there was the biggest assimilation of Poles with Brazilian community. Unfortunately, in many cases, the Polish language was then forgotten.


Today, however, the people of Curitiba begin anew to seek their roots Polish language courses are organized, there are strong Poles associations and Masses in Polish are regularly held. Well-liked by all the Polish consul Marek Makowski is a big help and he is very involved with the Polish community.

During the conversation Mrs Danuta jumps from one topic to the other, takes us from one era to the next with not necessarily chronological order. Her story is a wonderful tale, in which we completely sunk. We came back to the reality when we are asked the question:

"And you do not want cake? Help yourselves!"

Before we answer two plates of delicious cake landed in our hands.

"What else I can tell you. I think I already told you everything. When are you leaving? Tomorrow? Oh, you have to come back in the morning, I will give you some further information about the state of Paraná and Curitiba and maybe some magazines to read. "


As promised, we're back the next morning. We have to wait a while Mrs Danuta. She organizes a quick meeting with the staff of the museum and after a few minutes, once again we start the conversation. In the meantime we get a stack of folders, flyers and magazines. We learn that 50% of the craft which we can find in the shop comes from the Polish, while the remaining 50% is manufactured on site in Brazil.

"Did you take a photo in the chapel? Ah, the ban on taking pictures... But wait I will just tell the guard that you have my permission. Go, do photos, make yourself at home here."

When the time to say goodbye comes we collect from Mrs Danuta signature on our flag and we take a commemorative photo. A mother with her daughter enters the shop. Her daughter had in a school presentation about Poland: Kids were dressed in Polish folk costumes, tried dumplings and now they bring their parents to the museum. With astonishment on their faces they listen about our trip and ask about Poland. Unfortunately, we do not have much time. We need to rush for the bus to Florianopolis.

"Be sure to give my love for your families!"


Mrs Danuta says goodbye to us. Meeting her for sure we will be for us a long-lasting memory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz