sobota, 28 grudnia 2013

Rio de Janeiro - Cidade Marvilhosa

Scroll down for the English version

Rio de Janeiro… Cidade Marvilhosa…. Cudowne miasto, jak nazywają je sami mieszkańcy. Jest to jedno z tych miejsc, które doskonale wiemy jak wygląda zanim do niego przyjedziemy. Jego wizerunek często pojawia się w magazynach podróżniczych, katalogach biur podróży, różnego rodzaju folderach. Chyba wszyscy o nim słyszeli i wiele osób marzy o przyjeżdzie tutaj. Właśnie ze względu na tą sławę miasta, na to „opatrzenie się”, ze względu na tą pozorną znajomość, nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. Już jadąc do Machu Picchu nieco się rozczarowałam, kiedy ten „Cud Świata” okazał się być dokładnie taki jak pokazują go na zdjęciach. Owszem ładny, ale bez efektu zaskoczenia, który często jest najprzyjemniejszym elementem zwiedzania.
 
Przyjeżdżając do Rio myślałam, że będzie z nim dokładnie ta samo jak z Machu Picchu. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy wjechałam na słynnego Chrystusa, a widok z góry odebrał mi mowę! Jak sami wiecie, nie jest to zbyt łatwe zadanie :) Stałam tak wraz z tłumem przepychających się turystów i nie mogłam się napatrzeć. Chłonęłam widok na miasto, które próbuje zająć każdą wolną przestrzeń pomiędzy licznymi tutaj wzgórzami; którego nowoczesne dzielnice położonych w dole apartamentowców są gęsto poprzeplatane agresywnie wdzierającymi się na strome zbocza małymi domkami okolicznych faveli; którego szerokie plaże idealnie komponują się z malutkimi zatoczkami, błękitem oceanu oraz zielenią odradzającego się lasu atlantyckiego, ale także (o dziwo!) z wszechobecnym morzem betonu.

Główne atrakcje Rio chyba wszyscy znają: Chrystus, Głowa Cukru, plaża Copacabana.... Wszystkie te miejsca udało się nam zobaczyć w ciągu dwóch pierwszych dni pobytu. Jedynie Copacabana nas nieco zawiodła, gdyż była zaśmiecona jakimiś zielonymi glonami wyrzuconymi na brzeg oceanu. Widok na miasto z góry jednak każdorazowo zapierał nam dech w piersiach. Czy to z tych miejsc bardziej popularnych, o których wszyscy słyszeli, czy też z położonych na wzgórzach i nie odwiedzanych przez turystów fortów, bądź też ze znajdującego się po drugiej stronie zatoki Niteroi.


NIe zawiedli także Cariocas czyli mieszkańcy Rio. Gdy wybraliśmy się na mecz Flamengo i Cruzeiro, którzy grali na jednym z największych stadionów na świecie, radosna atmosfera świętowania nas oczarowała. Wraz z otaczającym nas tłumem kibiców daliśmy się ponieść emocjom i krzyczeliśmy, śpiewaliśmy i tańczyliśmy nie mogąc usiedzieć na naszych miejscach na stadionie.

Pomimo naszego zafascynowania miastem, nie mogliśmy jednak nie zauważyć jego ciemnej strony: bezdomnych śpiących w centrum prosto na ulicach; kryjących się po zakamarkach narkomanów czyhających na nieuważnych turystów; olbrzymich różnic w poziomie życia pomiędzy biednymi mieszkańcami faveli oraz zamożnymi Cariocas, których stać na wożenie się po ulicach miasta najdroższymi samochodami.

Względem Rio miałam naprawdę wysokie wymagania: miałam tutaj aż trzymarzenia do spełnienia. Pod Chrystusem stanęłam już pierwszego dnia pobytu w mieście. Z meczem niesamowicie nam się udało, gdyż nasz gospodarz był w stanie zorganizować nam bilety za pół ceny. Najgorzej poszło z sambą... Po prostu zmęczeni całodniowym zwiedzaniem nie mieliśmy już siły na nocne imprezowanie (do tego Albin, który chodzi spać już przed 22.00...). Nie było łatwo! Ale postanowiłam się nie poddawać. Ostatniego wieczora, siedząc sama w pokoju włączyłam sobie na You Tube lekcję samby (przecież ja nawet nie wiem jak się sambę tańczy!). Poćwiczyłam trochę kroki i na koniec puściłam sobie (a jakże!) Samba de Janeiro i wypróbowałam nowo nabyte zdolności :)

Rio de Janeiro... Cidade Marvilhosa... Cudowne Miasto… pomimo swojej niewątpliwej urody nie jest to jednak miasto, w którym mogłabym mieszkać…. Wiem jednak jedno: kiedyś tu jeszcze wrócę:)


English:

Rio de Janeiro... Cidade Marvilhosa.... Marvellous City, as Cariocas (people who live in Rio) call it themselves. This is one of those places that we know how it looks before we come to it. Its image often appears in travel magazines, on the wall in travel agencies, various folders. I think we all have heard of it and a lot of people dream about coming here. Precisely because of the fame of the city because of the apparent knowledge, I did not expect too much. I was already somewhat disappointed with Machu Picchu when the "Wonder of the World" turned out to be exactly the same as the pictures show it. Yeah nice, but without the effect of surprise which is often the most enjoyable part of the travelling.

Arriving in Rio, I thought it would be exactly the same as with Machu Picchu. Imagine my surprise when I drove to the famous Christ, and the view from the top made me speechless! As you know this is not a very easy task :) I stood with a crowd of jostling tourists and I could not have enough. I was absorbing the views of the city, which was trying to take every free space between the numerous hills here; where the modern districts of located in the bottom blocks of apartment are densely interwoven by the small houses of the nearby favela, which aggressively climb up the steep slopes; where the wide beaches blend in perfectly with tiny bays and with blue ocean and green of the Atlantic forest but also (strangely enough!) of the ubiquitous sea of concrete.

The main attractions of Rio, which everyone knows are the statue of Christ, Sugar Loaf, Copacabana Beach.... All these places we have seen in the first two days of stay. Only Copacabana disappointed us a little bit because it was littered with some green algae thrown on the shore of the ocean. But the view of the city from the top always took my breath away. Regardless if it was from the more popular that everybody heard of or from forts not often visited by tourists, or from the opposite side of the bay in Niteroi.


Also Cariocas have not disappointed us. When we went to the match Flamengo and Cruzeiro who played on one of the largest stadiums in the world, the joyful atmosphere of celebration charmed us. Together with the surrounding crowd of spectators we freed our emotions and cried, sang and danced, unable to sit still on our seats in the stadium.

Despite our fascination with the city we could not fail to notice its dark side: homeless people sleeping on the streets of the city center; drug addicts hiding in the dark nooks and crannies and just waiting for the unwary tourists; the huge differences in living standards between the poor inhabitants of the favela and the wealthy Cariocas who can afford a showing off on the streets of the city with most expensive cars.

To be honest I had really high expectations for Rio: I was to fulfil here three of my dreams. The statue of Christ we visited on the first day of your stay in the city. With the football game we had an incredible luck because our host was able to arrange our tickets for half price. The worst went with samba... Tired after the day-long sightseeing we did not have the strength to night partying (plus Albin who goes to sleep before 22.00...). It was not easy! But I decided not to give up. Last night, sitting alone in the room I turned myself to You Tube samba lesson (after all, I do not even know how to dance samba!). I practiced some steps and at the end I played Samba de Janeiro (of course!)  and tried out my newly acquired abilities :)


Rio de Janeiro... Cidade Marvilhosa... Wonderful Town... despite its undeniable beauty but it is not a city where I could live.... But I know one thing: I will come back here someday :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz