czwartek, 14 listopada 2013

Vamos a la playa! - Plazujemy w Brazylii / Vamos a la playa! - Beach vacation in Brazil

Scroll down for the English version

Niesamowity błękit nieba, bezkresny turkus oceanu, drobniutki złoty piasek, niebosiężnie wysokie palmy... Chyba jestem w raju... Ach, nie! To tylko kolejna z cudnych brazylijskich plaż! :)

Praktycznie od przyjazdu do Manaus, nie ma miasta, w którym nie wybralibyśmy się na plażę. Cała historia zaczeła się w położonym na brzegu czarnej jak Coca-Cola Rio Negro Manaus. Pewnego wieczora nasi couch surfingowi gospodarze zabrali nas na słynną w mieście plażę Ponta Negra. Było dosyć późno i nie pojechaliśmy tam się kąpać w Amazonce tylko zjeść słynne tacaca – typową zupę amazońską z krewetkami i jakimś rodzajem parzących usta wodorostów. Miejsce jednak, jak to przystało na jedyną plażę w mieście okazało się dosyć drogie więc tacaca nie zjedliśmy, ale chwilę pospacerowaliśmy wzdłuż promenady przyglądając się randkującym parom oraz wpatrując się w czarne jak noc wody Rio Negro.

Później przyszła jeszcze kolej na jedną z amazońskich plaż na wyspie Cutijuba, gdzie w końcu mogliśmy wykąpać się w słodkich wodach Królowej Rzek, natomiast od Sao Luis delektujemy się ciepłymi wodami Oceanu Atlantyckiego. Plaże północno-wschodniej Brazylii są uważane za jedne z najpiękniejszych na świecie. I ciężko się z tą opinią nie zgodzić: są szerokie, piaszczyste, porośnięte niesamowicie wysokimi palmami i obmywane przez ciepłe, turkusowe wody oceanu. Jednak chyba ich największą zaletą (przynajmniej z naszego europejskiego punktu widzenia osób przyzwyczajonych do widoku tłumu spragnionych słońca turystów wylegujących na hiszpańskich czy włoskich plażach) jest to, że są puste... Szczególnie w środku tygodnia. I poza sezonem. Ciągle jest tu bajecznie gorąco, a nad oceanem wieje orzeźwiająca bryza, warunki są więc idealne do wylegiwania się na piasku. Jednak dla Brazylijczyków, którzy mają plaże na codzień,  a na dodatek nie muszą się zbytnio przejmować pogodą, która niemal przez cały rok jest identyczna, plażowanie nie jest aż taką znowu atrakcją. Dlatego też wielokrotnie mogliśmy się w samotności delektować szumem fal, sączyć schłodzoną wodę z kokosa czy spacerować wzdłuż oceanu maczając stopy w ciepłej wodzie obmywających nas fal.

Do tej pory widzieliśmy plaże zarówno w miastach (Sao Luis, gdzie urządziliśmy sobie 4-godzinny spacer zaliczając wszystkie plaże w mieście; Joao Pessoa, gdzie byliśmy najbliżej na wschód w czasie naszej podróży po Ameryce Południowej), jak i w małych nadmorskich kurortach (w Pipie, której nazwa mnie ciągle rozśmiesza, a która słynie z jednej z najładniejszych plaż w Brazylii; w Pirangi, przy której znajduje się największe drzewo nerkowca zachodniego na świecie i gdzie przez parę godzin delektowaliśmy się zimnym piwem, tylko po to aby na koniec musiec uciekać przed podnoszącą się wraz z rozpoczynającym się przypływem wodą oceanu). Odwiedziliśmy także znajdujące się przy plażach kolonialne forty (w Natalu, Fortalezie oraz Joao Pessoa).

Jednak pomimo niewątpliwej urody tutejszego wybrzeża plażowanie zdecydowanie nie jest naszą ulubioną formą wypoczynku. Owszem od czasu do czasu wygrzać kości, wykąpać się, wsłuchać w relaksujący szum fal czy też popatrzeć na imprezujących podczas weekendu Brazylijczyków... czemu nie? Ale żeby tak codziennie... nieeeeee... Dlatego ruszamy dalej i wkrótce odbijamy w głąb kraju, do Brazilii. A szum fal i bezkres oceanu niech pozostaną dla tych, którzy potrafią je docenić bardziej niż my :)

ZDJECIA PIPA
ZDJECIA PIRANGI

English:
Amazingly blue sky, endlessly turquoise ocean, diminutive golden sand, heading the sky palm trees... I think I'm in paradise... Oh, no! This is just another of the marvellous beaches of Brazil! :)

Since coming to Manaus, we go to the beach in every single city. The whole story started on the shores of the black like Coca -Cola Rio Negro in Manaus. One evening our couch surfing hosts took us to the famous beach in Ponta Negra. It was quite late and we did not go there to swim in the Amazon only enjoy the famous tacaca - typical Amazonian soup with shrimp and some kind of stinging mouth seaweed. Place, however, as befits the only beach in the city turned out to be quite expensive so we did not eat tacaca, but for the moment we walked along the promenade looking at dating couples and staring at the black as night waters of Rio Negro .

Later we went to one more of the Amazon beaches on the Cutijuba island, where eventually we were able to swim in the fresh waters of the Queen of the Rivers, and from Sao Luis we have been enjoying the warm waters of the Atlantic Ocean. Beaches of north- eastern Brazil are considered some of the most beautiful in the world. It is difficult not to agree: they are wide, sandy, covered with incredibly tall palms and washed by the warm turquoise waters of the ocean. However, perhaps the biggest advantage (at least from our European point of view, people used to view a crowd of tourists seeking sun on the Spanish or Italian beaches) is that they are empty... Especially in the middle of the week. And the off-season. It is still extremely hot here and the refreshing ocean breeze is blowing, so the conditions are perfect for lounging on the sand. But for the Brazilians, who have beaches on a daily basis and in addition do not have to worry too much about the weather, which almost all year round is the same, sunbathing is not such the attraction. Therefore, many times alone, we could enjoy the sound of waves, sipping chilled water from a coconut or a walking along the ocean dipping feet in warm waves lapping around us.
So far, we have seen the beaches both in the cities ( Sao Luis, where we had a 4- hour walk through  all the beaches in the city; Joao Pessoa, where is the easternmost point of our trip through South America), as well as small coastal resorts (in Pipa which name still makes me laugh , and which is famous for one of the most beautiful beaches in Brazil; in Pirangi, which features the largest cashew tree in the world, and where for a few hours we enjoyed a magnificent cold beer, only to finally have to flee from because of the rising tide). We also visited the colonial forts located close to the beaches (in Natal, Fortaleza and Joao Pessoa).


However, despite the undeniable beauty of the local coast sunbathing is definitely not our favourite form of recreation. Yes, from time to time to bask bones, take a bath, listen to the relaxing sound of the waves or watch the Brazilians weekend partying... Why not? But to do this every day... Nooooo... So we are moving on and soon we will turn into the centre of the country to Brasilia. A murmur of the waves and the vastness of the ocean let them be for those who can appreciate it more than we do :)

PICTURES PIPA
PITURES PIRANGI

2 komentarze:

  1. wspaniale ..zazdroszczę i pozdrawiam bardzo ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Rowniez goraco pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń